Milówka jest miejscowością, gdzie kultura łączy dawne i teraźniejsze czasy . Wiążę się to z jej położeniem a tym samym przynależnością do regionu o bardzo ciekawym folklorze górali żywieckich. Kultura ta nie była tworem oderwanym od życia, przeciwnie bardzo ściśle splatała się ze wszystkimi jego przejawami i stanowiła z nim integralną całość. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom w gminie działa kilka zespołów ludowych, które podtrzymują dawne tradycje. Najlepszym i największym spośród nich jest Zespół Pieśni i Tańca "Wierchy" im. Józefa Szczotki z Milówki. Zespół ten jest laureatem konkursów i przeglądów krajowych jak i międzynarodowych. Ponadto w gminie działają zespołu obrzędowe, które możemy obserwować np. w okresie noworocznym, bądź też w corocznej imprezie noszącej nazwę „ Gody Żywieckie:”.
Gwara:
W gwarze naszego regionu możemy wyróżnić kilka typów gwarowych, które należą do dialektu małopolskiego, ale przez cały szereg właściwości, zwłaszcza słownikowych tworzą osobną grupę gwar góralskich. Stanowią one pewną całość ale w szczegółach dość znacznie od siebie się różnią.
Jedną z najbardziej charakterystycznych cech naszej gwary jest mazurzenie. Polega ono na wymianie „sz”, „ż”, „cz” na „s”, „z”, „c”, np.
corny- czarny
syja- szyja
zaba- żaba
Powszechne jest w naszej miejscowości wymawianie „o” zamiast „a”, np.
jo- ja
nieborok- nieborak
godać- gadać
Spotkać również można w mowie zamianę „ch” na „k”, np.
krzest- chrzest
kwolić- chwalić
Starzy ludzie często też jak gdyby dodają „ł” przed „o” lub „u” rozpoczynającym wyraz, np.
łokno- okno
łoko- oko
Rozpowszechniona jest w naszej miejscowości wymowa „y” zamiast „e” lub „i” zamiast „e”, np.
dopiyro- dopiero
bydziecie- będziecie
pryndzej- prędzej
Zaznacza się też w naszym regionie zamiana końcowego „-ach”, „-am”, „-em” na „k”, np.
widziołek- widziałem
byłek- byłem
Charakterystyczne w mowie ludzi naszego regionu są połączenie i pewne związki frazeologiczne, np.
śnimi- z nimi
swos- z was
jo rod- cieszę się
Jak widać nasza gwara, stanowiąca konglomerat wielu gwar i naleciałości z innych języków jest bardzo bogata.
Zwyczaje:
Najbardziej rodzinnymi świętami są święta Bożego Narodzenia. Pod koniec listopada już została ścięta w lesie jodełka, tzw. „połaźnica”, którą wieszano „u powału”, czyli pod sufitem nad stołem, u którego miano spożyć wieczerzę wigilijną. Połaźnice wnoszono do chałpy dopiero w wigilijny poranek. Gospodarz z choinką w ręku składał wszystkim zyczenia:
Na scyńści, na zdrowi
Na to Boze Narodzyni
Azebyście byli weseli
Jako w niebie anieli
Azeby się wom chowały
Cielicki, krowicki, owiecki
Zebyście tyle mieli dościa
Jak na gałązce ościa
Pełne obory, pełne pudła
Żeby wom gospodyni
U pieca nie schudła
Potem następowało ubieranie połaźnicy. Gospodyni w tym czasie przygotowywała wieczerzę. Gdy zbliżał się zmierzch, gospodyni zaczynała nakrywać do stołu. Wcześniej jednak przynosiła ze stajni dużą kupkę siana i kładła ją na nie nakryty stół i przykrywała to obrusem. Sianko to symbolizowało siano, na którym narodził się Pan Jezus. Na stole kładziono również bochenek chleba z odkrojonym krajem- „piętką”. Leżała ona obok z włożonym do niej opłatkiem. Zachowywało się to później do pierwszego wiosennego siewu i pierwszego wyprowadzenia krów na pastwisko. Opłatek mieszano z ziarnem, a rozmoczoną piętkę dawano krowie. Oczywiście na wigilijnym stole nie mogło zabraknąć opłatków przeznaczonych na dzielenie się, oraz miseczki miodu.
Na tak przygotowany stół gospodyni kładła glinianą miskę i tyle łyżek drewnianych ilu było członków rodziny. Na końcu stołu kładła jeszcze jedną dodatkową miskę przeznaczona dla wędrowca.
W końcu cała rodzina, odświętnie ubrana siadała do stołu tuz po ukazaniu się pierwszej gwiazdki.
Po wieczerzy młode panny na wydaniu wychodziły na próg chałupy i uważnie nasłuchiwały, z której strony rozlegnie się szczekanie psa. Stamtąd bowiem przyjdzie do niej chłopak, który na pewno zostanie jej mężem.
Później następowało śpiewanie kolęd i pastorałek, aż do Pasterki, na którą schodziły się całe rodziny.
W Boże Narodzenie każdy wierzący musiał być aż trzy razy na mszy, a w chałupie prawie nic nie robiono. Tego też dnia nikt nikogo nie odwiedzał, wszyscy spędzili ten dzień w gronie najbliższej rodziny.
Kończyły się święta Bożego Narodzenie, ludzie wracali do swoich zajęć, ale nie znać było, że szczególnie młodzi na coś się szykują. Spotykali się wieczorami w jednej chałupie, wyciągali barwne fatałachy, płachty i maski, słychać też było dźwięki dzwoneczków oraz strzelanie z bata. Tak to „dziady” lub „przebierańcy” przygotowywali się na dzień Starego i Nowego Roku.
I tak od chałupy do chałupy wędrowały przez dwa dni dziady, barwny korowód różnych postaci, których obecność w domu miała przynieść szczęście. Były wśród niech: „kominiorze”, które na cylindrach miały wypisane daty rozpoczynającego się roku, był „cygan” barwnie ubrany, „niedźwiedź”, „śmiercicka”, z kosą w ręku, „diabeł”, „dziekciorz”, stary dziad poobwieszany puszkami, „młodo pani”, chłopak przebrany za dziewczynę idącą do ślubu, „macindula” i „koń”, najbarwniejsza postać w wesołym korowodzie „dziadów”.
Od zakończenia świąt aż do trzech Króli chodzili po wsi kolędnicy z szopką.
Kończył się wesoły okres „godnych” świąt, ludzie naswawolili się do woli i spokojnie wkroczyli w okres Wielkiego Postu.
Okres ten trwający od środy Popielcowej do Niedzieli Wielkanocnej, na wsi rozpoczynano od gruntownego mycia garnków, aby nie pozostały na nich nawet ślady i zapachy po tłuszczu.
W Wielki Piątek rano całe rodziny szły do najbliższego „potucku”, aby w nim obmyć sobie plecy. Wierzono, że ma to przynieść na cały rok dobre zdrowie.
W Wielką Sobotę małe dzieci szły z „kosołkami” z pokarmami do kościoła, aby poswięcić pokarmy.
Wieczorem, kiedy zegary wybiły godzinę osiemnasta, ludzie wybiegali z domów i kierowali się do ogrodu i potrząsali drzewkami owocowymi, aby obficie obrodziły.
Niedziela wielkanocna rozpoczynała się mszą rezurekcyjną, a tradycja było śniadanie wielkanocne.
Drugi dzień świąt był zawsze mokry. Lali się starzy i młodzi, ale nikomu nie wolno było się złościć, czy gniewać. Szczególnie zadowolone w tym dniu były panny, które kilka razy się przebierały. Świadczyło to o tym, że cieszyły się sympatią chłopaków, bo to oni zazwyczaj je oblewali. Ale nie robili tego zbyt delikatnie: lali po prostu całymi wiadrami.
Dożynki u gospodarza:
Zakończenie żniw łączyło się z przeświadczeniem o konieczności przechowania ostatnich zżętych kłosów, aby ich ziarno zasiane w ziemi ożyło następnego lata. Toteż żniwiarze wili wieniec ze wszystkich gatunków zbóż jakie rosły na polach gospodarza. Ozdabiano wieniec płodami ziemi jak owoce, jarzyny, polne i ogrodowe kwiaty- był on bogaty i kolorowy. Żniwiarze szli z wieńcem gromadnie, a na przodzie kroczył ten, co najpiękniej umiał przemawiać.
Gospodarz wychodził im naprzeciw, a gromada chórem oznajmiała:
Plon niesiemy plon
w gospodarza dom.
W imieniu żniwiarzy przodujący mężczyzna życzył gospodarzowi, aby dużo wymłócił ziarna, aby mu się dobrze wiodło, żeby zło, gromy i burze omijały jego dom. Zakładał mu wieniec przez głowę na barki, a żniwiarze jak kto chciał i umiał składać życzenia, po czym chwytali gospodarza na ręce i wraz z wieńcem podrzucali go kilkakrotnie w górę, wykrzykując wciąż życzenia. Gospodarz dziękował, zawieszał wieniec na haku, który tkwił nad frontowymi drzwiami domu i na którym w każdym roku po żniwach ukazywał się nowy wieniec, zdejmowany przed siejbą.
Dla żniwiarzy przygotowywany był suty poczęstunek, czekali tez muzykanci. Zorganizowana przez gospodarza zabawa i uczta były najlepszym podziękowaniem za znojną prace w polu.
Andrzejki:
29 listopada- w wigilię św. Andrzeja dziewczęta ogarniało podniecenie i gorączkowe pragnienie, żeby wróżby, które nieomylnie się sprawdzą, były im przychylne. Senne zjawy trzeba było zapamiętać i skomentować bezbłędnie. A pod poduszkę włożyć zwinięte w rulonik karteczki, na których wypisano męskie imiona. Pierwszy gest dziewczyny po przebudzeniu, to sięgnięcie pod poduszkę. Imię, napisane na wyciągniętej spod poduszki karteczce, jest imieniem jej przyszłego męża.
Ścinają też dziewczęta gałązkę czereśni i wstawiają ja w wodę- jeśli do Bożego Narodzenia zazieleni się lub zakwitnie, to małżeństwo pewne w tym roku.
Wieczorem schodziła się młodzież, z przewaga dziewcząt, na wróżby. Jak w całej Polsce tak i na Żywiecczyźnie najbardziej popularnym sposobem wróżenia jest lanie wosku przez dziurkę od klucza do miski z wodą. Z cienia zastygłego odlewu odczytano przyszłe zdarzenia.
Wróżono też przy pomocy pary butów czy kierpcy. Od stołu do drzwi wejściowych przestawia się kierpce na przemian- piętą do pięty, szpicem do szpica. Jeżeli drogę kończyły kierpce zwrócone pietą do drzwi, zapowiadało to nieszczęście. Jeśli szpic skierował się ku wyjściu, można spokojnie czekać na pomyślne zrządzenie losu.
Również w całej Polsce znana jest wróżba przez losowanie, czyli wybieranie spodka, czy innego naczynia, pod którym ukryty jest symboliczny przedmiot. tu nieco inaczej niż gdzie indziej przebiega losowanie. Ustawia się mianowicie aż osiem garnuszków. Ukryte są pod nimi:
gałązka mirtu- oznacza drużbowanie
cukier- słodka miłość
ziemia- grób
szmaciana lalka- nieślubne dziecko
obrączka ślubna- oczywiście wesele
sól- zmartwienie, zgryzota
różaniec- zakon lub samotność
sznurek- samobójstwo
Gdy wróżby już i zasmuca i obudzą nadzieję, a czasem jedna wróżba zaprzeczy drugiej, chrupie się przyniesione przez chłopców cukierki, zawsze się znajdzie ktoś co zagra, inni potańczą. Zabawa kończy się obowiązkowo przed północą, bo:
Święta Katarzyna (25 XI)
adwent zawiązuje
a święty Andrzej
potwierdzuje.
Stroje górali żywieckich:
Strój męski
Ubiór górali dostosowany jest do tutejszych warunków bytu, gwałtownych zmian temperatury, typowych w tym klimacie, to znaczy: nie krepujących ruchów, a więc ciepły, ale lekki i wygodny. Surowiec z jakiego jest szyty ubiór męski to owcza wełna, owcza skóra i len, wszystko z własnej gospodarki.
Koszula biała wykończona wąskim kołnierzykiem, lub prostą wszywką, związaną z przodu kolorową (czerwoną) wstążeczką. Rękawy długie proste, nie ujęte w mankiet i nie zwężone przy nadgarstku. Na święto koszule szyto z cienkiego płótna (tkanego w deseń, jak adamaszek), na dzień pracy z grubego samodziałowego płótna. Krój koszuli prosty- dwa płaty materiału zeszyte po bokach i na ramionach.
Spodnie są to obcisłe nogawice z białego wołoskiego sukna, u dołu zwężane, przy kostce rozcięte. Szwy wykończone czarną wypustką, rozcięcia przy nogawkach i kieszeni zdobione kolorowym haftem o jednolicie ustalonym rysunku. W pasie spodnie ściągnięte rzemieniem, ukrytym pod skórzanym pasem.
Pas jest to ważna część garderoby górala. Po wyglądzie pasa poznać można zamożność gazdy i dbałość o odzież. Ongiś pasy szyte były z grubego lnianego płótna i miały chronić tułów przed urazami i nadwyrężeniem mięsni, a przy tym posiadały dużo schowków do noszenia niezbędnych drobiazgów jak tabaka, huba, krzesiwo itp. Za pasem noszono broń- siekierkę (łobusek), pistolet, nóż. Z czasem pasy szyto ze skóry, z tłoczonymi w niej wzorami, nabijanymi mosiężnymi kółkami i gwoździami „momentami”, które były oznaką myśliwskich zdobyczy. Pasy bywają szerokie na cztery klamry i nieco węższe na trzy klamry. Tak samo jak lniane pasy posiadają schowki do noszenia drobiazgów.
Bruclik- rodzaj kaftana, czy kamizelki z sukna na podszewce, stanowił wierzchnią odzież. Brucliki, zwane też bruślokami są krótkie, sięgają do bioder.
Kawalerowie noszą je bez rękawów, mężczyźni żonaci z rękawami. Szyte są z granatowego lub czarnego sukna, bez kołnierza, z przodu zdobi się je dwoma rzędami (po dwanaście do piętnastu) metalowych guzików i krótkich z wełny, kolorowych chwaścików. Nosi się je nie zapięte.
Gunię- rodzaj płaszcza, noszonego na ramionach jak pelerynę, używano w dalszą drogę, lub w wypadkach gdy należało się dobrze zaprezentować. Gunia uszyta jest z jednego płata brązowego lub czarnego wałaskiego sukna, krojonego w poprzek materiału. Rękawów nie zakłada się na ręce, czasem związane na dole służą zamiast sakwy czy worka do przenoszenia zakupów.
Gunia sięgała do kolan i była suta zdobiona haftem ( w zestawieniu tęczowych kolorów) wokół szyi i z przodu.
Kopyce są to białe wełniane skarpety, robione na drutach z wełny, lub szyte z sukna, na brzegu ozdobione kolorową włóczką. Kopyce, założone na nogawicę, umocowuje się białym wełnianym sznurkiem, okręconym kilkakrotnie na nodze powyżej kostki.
Kierpce- to góralskie obuwie. Robione są z jednego kawałka skóry zeszytej na szpicu i ściągniętej rzemieniem dokoła stopy. rzemień przewiązuje się na stopie i kostce nogi.
Kapelusz filcowy, koloru czarnego o szerokim podwiniętym rondzie, stanowi nieodłączna część ubioru góralskiego. Płaska o okrągłym kształcie główka owiązana jest włóczkowym sznurem (najczęściej czerwonym), którego końce opadają z boku (z prawej, lub lewej strony) lub z tyłu. Od święta za sznurek wtyka góral kawałek gałązki jodłowej.
Zima noszono czapki futrzane o kopulastym kształcie, zwane baranami oraz wełniane rękawice białe, czarne lub wzorzyste.
Kożuchy dawniej noszono białe, nie farbowane, bez kołnierza tylko wykończone przy szyi wąskim obszyciem z futra.
Teraz nosi się kożuchy żółte, z czarnym baranim kołnierzem, zdobione na przodzie aplikacją z czerwonej skóry.
Strój kobiecy
Koszula z cienkiego białego płótna, zakończona przy szyi i przy rękawach niewielką kryzą z białym haftem lub koronką. Pod koszulą wierzchnią noszono ciasnochę i suto marszczoną białą halkę (podpaśnicę).
Spódnica dla dziewcząt ledwie przykrywająca kolana, dla kobiet do połowy łydki, z grubego płótna, wełenki, nawet tybetu, lub z perkalu w kwiatki o jasnych barwach na ciemnym tle. Spódnica marszczona, wszyta w wąski pasek.
Fartuch biały, bogato ozdobiony białym haftem, lub koronką.
Gorset aksamitny, z niezbyt dużym wycięciem, sznurowany wstążką zawiązaną w pasie na kokardę, z haftem kolorowym o motywie lilii górskiej tzw. „zawojki”, wyszytym na obu przodach i na plecach.
Trzy lub pięć sznurków czerwonych korali, założonych poniżej wąskiej kryzy, która stanowi wykończenie koszuli przy szyi.
Na nogach kierpce, zakładane tak samo jak u mężczyzn – na kopyce.
Włosy góralki czeszą gładko w jeden albo dwa warkocze. W warkocz wplecione są wstążeczki, których końce opadają na plecy.
Mężatki chowają włosy pod czepek. W chłodne dni kobiety zarzucają na ramiona dużą wełnianą chustę tybetową, lub białą haftowaną.
Fartuchy kobiet są szerokie i niewiele krótsze od spódnicy, haftowane białym lub jednokolorowym haftem.
Zespoły regionalne
Zespół Pieśni i Tańca "Wierchy" im. Józefa Szczotki z Milówki – z przerwami istnieje od 1971 roku, przez lata wyrobił sobie znaną markę zarówno na arenie krajowej jak i międzynarodowej. Potwierdzają to liczne nagrody i wyróżnienia dla zespołu. Obecnie kierownikiem zespołu jest Teresa Drożdż, natomiast instruktorami tańca są Lucyna i Jacek Talik. ZPiT "Wierchy" posiada w swoim repertuarze programy:
górali żywieckich
mieszczan żywieckich
krakowiaków wschodnich
krakowiaków zachodnich
Oprócz powyższych programów zespół ma opracowane fragmenty wesela góralskiego od Milówki oraz jasełka góralskie i koncert kolęd, które wystawiane w czasie Świąt Bożego Narodzenia.
Teresa Drożdż
34-360 Milówka
ul. Dworcowa
tel.(033)863-72-32
tel. kom. 0515 726 335
Dziecięcy Zespół Regionalny "Hulajniki" z Milówki – założony został w 1999 roku przy Szkole Podstawowej w Milówce przez Wandę i Kazimierza Potasiak. W zespole obecnie tańczy ok. 50 dzieci z całej gminy. Zespół zarówno w sezonie letnim jak i zimowym koncertuje w kraju jak i poza granicami.
ul. Dworcowa 3
Milówka 34- 360
033 863-75-36
tel. kom 607 329 465 lub 696 419 521
Golec uOrkiestra
Dzięki bracią Golec i jej muzyce Milówka stała się znana na całym świecie. Piosenka pt. „ Do Milówki wróć” stała się nowym „hymnem” Milówki a śpiewał ją cały kraj. Zespół powstał w 1998 roku i od tego czasu koncertuje na scenie krajowej i międzynarodowej. W pierwszym składzie Golec uOrkiestry grali:
Jarek Zawada (skrzypce, śpiew)
Edyta Mędrzak (altówka, śpiew)
Grzegorz Juroszek (altówka)
Maciek Rosenberg (skrzypce sekund)
Andrzej 'Juri' Małyjurek (kontrabas)
Krzysztof Puszyński (akordeon, śpiew)
Łukasz Golec (trąbka, flugelhorn, śpiew)
Paweł Golec (puzon, tuba, śpiew)
Orkiestra OSP Milówka
Dzieje orkiestry strażackiej w Milówce sięgają początku XX wieku. Obecnie zespół kierowany jest przez Czesława Szczotkę. Zespół liczy ponad 50 osób łącznie z grupą werblistek, tamboumajorek i mażoretek. Repertuar orkiestry jest bardzo różnorodny, począwszy od muzyki marszowej, rozrywkowej po klasyczną i jazzową. W orkiestrze pierwsze kroki muzyczne stawiali tu sławni w całej Polsce bracia Łukasz i Paweł Golcowie.
Ochotnicza Straż Pożarna w Milówce
ul. Dworcowa 21
34-360 Milówka
tel. (0-33) 863-70-98
Chór Milowiecki
Pierwszy chór powstał w Milówce w 1945 roku dzięki staraniom Eugeniusza Bieńka. Chór reaktywowała Irena Zając w 1994 roku. Obecnie pani Irena Zając dyryguje 38 osobowym zespołem, którego prezesem jest Jerzy Bieniek , wiceprezesem Maria Pytlarz , a akompaniują zespołowi Alicja Sobel i Ryszard Bieniek - organista .